Menu Zamknij

Recenzja książki Jesmyn Ward pt. ,,Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie”

Jesmyn Ward, amerykańska pisarka, wykładowczyni języka angielskiego na Tulane University, dwukrotna laureatka (2011 i 2017) nagrody National Book Award, zadebiutowała w 2008 roku powieścią ,,Where the Line Bleeds”. W Polsce pierwsza przetłumaczona książka jej autorstwa pt. ,,Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie” została wydana w 2019 roku. Właśnie do jej lektury chciałabym dziś Państwa zachęcić.

Akcja powieści osadzona jest na południu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Autorka dokonuje próby rozliczenia się z bolesną historią własnego kraju, jest więc mowa o dyskryminacji, przemocy i wyzysku. Nie mniej jednak to tylko pewne tło, dzięki któremu autorka sięga głębiej, podpowiadając za zmarłych, o czym powinni pamiętać żywi. Ward nie ucieka się jednak do ckliwego sentymentalizmu i wybiera formę powieści inicjacyjnej z elementami metafizycznej powieści drogi, w której to każdy z bohaterów zmaga się z własnymi przeżyciami.

Jest to historia opowiedziana głównie z perspektywy nastoletniego syna (Jojo) i  jego matki (Leonie). On stara się być uważny i dojrzały. Chroni swoją młodszą siostrę przed destrukcyjnym wpływem matki. Stara się okazać jej czułość i zaangażowanie. Ona, niedojrzała emocjonalnie do roli matki, jest postacią destrukcyjną, która zmaga się z własnymi, trudnymi przeżyciami sprzed lat. W pewnym momencie historii poznajemy ojca Jojo oraz jego rodziców, którzy nie akceptują czarnoskórej synowej – Leonie.

Do pewnego momentu opowieść jest więc dramatem rodzinnym, swoistą psychodramą. Jednak dość szybko światy żywych i martwych zaczynają się przeplatać. Poznajemy chłopca z obozu więziennego, zmarłego przed kilkudziesięcioma laty, który zaczyna objawiać się niektórym członkom rodziny, ciągle przypominając o swojej nagłej śmierci. Leonie w różnych momentach życia zaczyna też dostrzegać  nieżyjącego brata. Jego okrutna śmierć w sposób pośredni łączy ją i rodzinę jej męża.

Rodzice Leonie: ciepła i okazująca miłość matka (Mamcia) umiera na raka. Ojciec (Tatko), który w powieści jest oparciem dla Jojo, nie stanie się nim w pełni, ponieważ musi w pewnym momencie opiekować się żoną, której stan pogarsza się z dnia na dzień. Sam jest pogrążony we wspomnieniach sprzed lat. To, co łączy bohaterów książki, będących na różnych etapach swojego życia, to stawianie czoła przemijaniu i jego nieuchronności. Symboliczną więź łączącą światy żywych i umarłych autorka opisała w sposób niezwykle enigmatyczny. Nie jest to opowieść epatująca brutalnością i przesadną agresją.

Jest to historia, która ma nas skonfrontować ze zbyt  łatwymi refleksjami nad śmiercią i życiem, z naszą niechęcią do zadawania bolesnych pytań o przeszłość. Według autorki śmierć jest stałym elementem życia, co więcej, domaga się ciągłej pamięci żywych. To próba namysłu  nad tym, jak przeszłość formuje nasze uprzedzenia i lęki – i w tym sensie śmierć nie ma  końca. Może  dać szansę na nowy początek, jeśli tylko będziemy gotowi unieść brzemię odpowiedzialności i okrucieństwa. ,,Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie” jest powieścią bezkompromisową i gorzką, lecz niezmiernie ważną i potrzebną.

 

Anna Kerlin

Opublikowany wArtykuł